fot. Supermarine Spitfire Mk IA, P9368 „QV-K”, z 19. dywizjonu, przezbrajany między lotami w Fowlmere w Cambridgeshire. P9368 był często pilotowany przez dowódcę, dowódcę dywizjonu BJE „Sandy’ego” Lane’a, a także był preferowaną maszyną dowódcy eskadry „A”, porucznika WJ „Farmera” Lawsona. © IWM (CH 1367A)
Piątek, 18 października 1940 roku zapisał się w kronikach Bitwy o Anglię jako dzień spowity gęstą mgłą – dosłownie i w przenośni. Pogoda skutecznie unieruchomiła wielkie formacje Luftwaffe, ale nie przyniosła wytchnienia ani pilotom RAF, ani cywilom. Nad południową Anglią niebo było mleczne, widoczność – niemal zerowa. W takich warunkach każda misja stawała się loterią z losem.
Tego dnia polscy piloci z 302. Dywizjonu Poznańskiego – bohaterowie, którzy tak często odwracali losy bitew w powietrzu – zapłacili najwyższą cenę. W gęstej mgle nad Surrey, podczas rutynowego patrolu, cztery Hurricane’y utraciły orientację i paliwo. Gdy próbowali awaryjnie lądować, ziemia pochłonęła ich na zawsze.
Zginęli:
podporucznik Stanisław Wapniarek
podporucznik Antoni Żukowski
porucznik P.E.G. Carter
porucznik Józef Borowski
Ich śmierć nie była wynikiem walki, lecz była równie bohaterska – oddali życie, służąc w obronie nieba nad wolnym światem.
Tego dnia RAF przeprowadził 45 patroli, zestrzelił cztery niemieckie bombowce i utrzymał kontrolę nad powietrzem mimo fatalnej pogody. Nocą Londyn, Birmingham i Liverpool znów stanęły w ogniu, ale morale Brytyjczyków i ich sojuszników pozostało niezłomne.
W ciągu dnia i nocy Luftwaffe straciła czternaście maszyn, a jej dowódcy wciąż złudnie wierzyli, że złamią ducha Albionu. Tymczasem, na każdym lotnisku RAF – także tam, gdzie stacjonowali Polacy – w ciszy i chłodzie październikowego poranka mechanicy już przygotowywali samoloty do kolejnych lotów.
Bitwa trwała – i wciąż należało bronić nieba.

