Jesienna pogoda tego dnia nie sprzyjała lotnictwu – nad Tamizą i East Anglią unosiła się mgła, a przelotne deszcze ograniczały widoczność. Nie przeszkodziło to jednak Luftwaffe w kontynuowaniu nalotów. Choć Niemcy nie mogli przeprowadzić wielkich, skoordynowanych uderzeń, niebo nad Anglią znów rozbrzmiewało odgłosem walki.
Poranek pod znakiem alarmów
Już o świcie bomby spadały na Hastings i Dover, a kolejne formacje przekraczały wybrzeże w Kent. Nad Brighton i Eastbourne rozległy się eksplozje, a Dywizjon 92 – lecący na Spitfire’ach z Biggin Hill – przechwycił Bf 109 i Do 17. Straty były bolesne: trzech pilotów nie wróciło z misji. W powietrzu pojawił się także jeden z najgroźniejszych asów Luftwaffe – Adolf Galland, który tego dnia dopisał do swojego konta kolejne zwycięstwo.
Południe – wielka bitwa nad Dorset
Około południa ponad setka niemieckich samolotów nadciągnęła nad wybrzeże Dorset. W rejonie Lulworth rozpętało się prawdziwe piekło: w walkę wciągnięto Hurricanes i Spitfire’y z kilkunastu dywizjonów RAF. Wśród zestrzelonych znaleźli się doświadczeni niemieccy piloci, ale i Brytyjczycy zapłacili krwią za obronę swojego nieba.
Popołudnie – kolejne fale ataków
O 15:10 i 15:25 nad Kent i Londyn nadciągnęły nowe fale bombowców i myśliwców. W powietrze poderwano m.in. polski Dywizjon 303, a także jednostki RAF latające na Hurricane’ach i Spitfire’ach. Choć pogoda utrudniała przechwycenia, skuteczność bombardowań Luftwaffe była niewielka. To dzięki niezłomnej obronie pilotów „Few”, wśród których byli Polacy.
Tragedie i cienie wojny
Nie wszyscy bohaterowie ginęli w boju. Tego dnia sierżant Otto Hanzlicek z czechosłowackiego 312 Dywizjonu, po awarii silnika nad Liverpoolem, wyskoczył ze spadochronem. Niestety zbyt nisko – jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Noc – ogień nad Londynem
Po zmroku rozpoczęło się kolejne piekło. Setki bomb spadały na Londyn, Birmingham, Manchester i południową Walię. Tory kolejowe były wysadzane, fabryki płonęły, a setki rodzin kryły się w schronach. Cywile ponosili ogromne straty – spłonęły zakłady Mullards w Mitcham, stocznia w Enfield, uszkodzono fabryki, elektrownie i linie przesyłowe. Stolica Wielkiej Brytanii drżała, ale nie upadła.
10 października 1940 r. to kolejny dzień heroizmu i poświęcenia – zarówno pilotów myśliwskich, którzy mierzyli się z przeciwnikiem, jak i cywilów, którzy znosili ciężar nalotów. Wśród obrońców nieba nad Anglią byli także Polacy – niezłomni lotnicy Dywizjonu 303, którzy dzień po dniu pisali złotymi zgłoskami historię Bitwy o Anglię.
Pamiętajmy o Nich. Ich odwaga i determinacja były tarczą, która powstrzymała inwazję.

