6 października 1940 r.

Blog o Bohaterach, Historii i Miejscach, o których warto pamiętać.

Facebook
Twitter
LinkedIn

6 października 1940 r.

Niedzielny poranek nad południową Anglią przywitał pilotów i mieszkańców ulewą, niskim pułapem chmur i mgłą. Pogoda, która uniemożliwiła Luftwaffe prowadzenie wielkich, skoordynowanych nalotów, nie przyniosła jednak całkowitego wytchnienia. Niemcy postawili na rozproszone ataki, wysyłając nad Wyspy samotne bombowce i niewielkie formacje, które miały nękać lotniska, fabryki i konwoje.

Już o 12:10 niemiecki Ju 88 uderzył w lotnisko Northolt – bazę, w której stacjonowali Polacy z Dywizjonu 303. Nalot zakończył się tragicznie: śmierć poniósł sierż. Antoni Siudak, polski pilot szykujący się do startu. Poległ również oficer 2 klasy Henry Stennett, pełniący wachtę na dachu hangaru. Zniszczony został Hurricane (P3120), a drugi poważnie uszkodzony. Niemiecki bombowiec, choć chwilowo triumfował, wkrótce padł ofiarą brytyjskich myśliwców i został strącony w pobliżu Leatherhead.

Niebo tego dnia było pełne dramatycznych epizodów. Bomby spadły na Biggin Hill, Tangmere, Croydon i Farnborough. W Purfleet spłonęło pięć zbiorników ropy Shell Mex BP, a w Erith ogień strawił hale fabryki Turnera. Kolej w Gidea Park i Woolwich musiała wstrzymać ruch. Jednak mimo strat i chaosu – produkcja przemysłowa i życie codzienne nie zostały zatrzymane.

Ten dzień przyniósł również tragedię w szeregach RAF-u. W wyniku pomyłki brytyjskie Hurricane’y otworzyły ogień do własnego bombowca Hampden. Zginął nawigator, sierż. KS Powers – ofiara chaosu i napięcia bitewnego nieba.

Polska obecność nad Anglią tego dnia naznaczona została krwią. Sierżant Antoni Siudak stał się jednym z wielu naszych rodaków, którzy oddali życie w walce o wolność nie tylko Polski, ale i całej Europy.

Tymczasem nad kanałem La Manche zadebiutował nowy niemiecki myśliwiec – Bf 109 F-1, pilotowany przez samego Wernera Möldersa. Nie odniósł on tego dnia sukcesu, ale jego obecność zwiastowała dalszy rozwój niemieckiej potęgi powietrznej.

6 października 1940 roku pokazał, że choć Luftwaffe powoli traciła impet, nie ustawała w próbach złamania brytyjskiego ducha. A Polacy – ramię w ramię z brytyjskimi towarzyszami broni – trwali na swoich posterunkach, gotowi startować nawet w deszczu i chmurach.

Ostatnie Publikacje