fot. Marszałek Rzeszy Hermann Göring przemawia do grupy niemieckich pilotów przed ich lotem nad Anglią, wrzesień 1940 r. © IWM (MH 13382)
Rankiem niebo nad Anglią wypełniło się niemieckimi samolotami rozpoznawczymi. Heinkle i Dornier’y badały brytyjskie wybrzeże, a jeden z nich odważył się dotrzeć aż nad południowy Londyn – został jednak zestrzelony.
Po południu rozpoczął się prawdziwy szturm. Dwie fale niemieckich formacji, liczące w sumie ponad 250 maszyn, wdarły się nad Kent i ruszyły w stronę Londynu. RAF poderwał swoje dywizjony, a w powietrzu rozgorzała bitwa nad ujściem Tamizy i północnym Kentem. Choć wiele bombowców przechwycono, część przedarła się i zrzuciła ładunki na południowy Londyn – Camberwell, Lambeth i Battersea odczuły ciężar wojny.
Około godziny 18:00 ruszył kolejny atak – tym razem celem były lotniska RAF w Kenley, Biggin Hill, Hornchurch i Northolt. Walki trwały do zmroku. RAF stracił wielu pilotów i samolotów, ale obrona nie ustąpiła. Do końca dnia potwierdzono zestrzelenie 16 maszyn Luftwaffe, a kilka kolejnych zostało uszkodzonych.
Nocą naloty nie ustały – Londyn, Brighton, Eastbourne, Leicester i Warrington zostały dotknięte bombardowaniami. Tragiczny bilans dnia to 168 zabitych cywilów i 689 rannych.
W tym samym czasie w Berlinie Hitler zwołał konferencję – operacja „Seelöwe”, plan inwazji na Wyspy Brytyjskie, została przesunięta na 17 września. Luftwaffe nie zdołała złamać RAF-u, a niemieckie barki inwazyjne niszczyły alianckie naloty. Był to moment, gdy po raz pierwszy w oczach Führera pojawił się cień zwątpienia.
24 lipca niewielki konwój brytyjski przepłynął przez Cieśninę Kaletańską, gdzie został zaatakowany przez samoloty Do 17 z Kampfgeschwader 2 (KG 2). Niemcy kontynuowali strategię atakowania alianckich konwojów, chcąc odciąć Wielką Brytanię od zaopatrzenia. Choć nie odnotowano dużych strat, każdy taki nalot był kolejnym ciosem dla obrony Wysp.

